niedziela, 10 lipca 2022

Rozdział 13

 
Prywatny detektyw


Obudziły ją promienie słoneczne, wdzierające się przez rozsunięte, hotelowe kotary. Podniosła głowę, aby dostrzec, że Sasuke nie ma w łóżku. Wgniecenie obok było już chłodne. Gdyby nie znajomy zapach, nie uwierzyłaby, że jeszcze w nocy razem spali. Bez stosunku, bez pieprzenia, bez idealnego, pełnego pożądania seksu. Westchnęła, kładąc się na plecy. Obserwowała sufit. Zastanawiała się nad tym wszystkim. O dziwo głowa jej nie bolała, jednak nie czuła się zbyt dobrze. Hidan musiał jej dosypać czegoś do napoju. Przecież inaczej od razu nie zgodziłaby się na wspólną noc. Z resztą nawet na koleżeński stosunek.
Po chwili drzwi łazienki się otworzyły i stanął w nich Uchiha. Miał zawieszony przez ramię jeden ręcznik, a drugi zawiązany pod linią bioder. Na nagim torsie gdzieniegdzie osadziły się krople wody. Rozmawiał z kimś przez słuchawkę. Sakura spojrzała w jego stronę, zaciekawiona tym, o czym rozmawia.
— Nie wiem skąd miał — jego głos był stanowczy i chłodny. — Dobrze wiesz, że to jest karalne — przerwał wsłuchując się w to, co osoba po drugiej stronie ma mu do powiedzenia. — W dupie to mam. Jestem pewny, że to była substancja odurzająca — znowu pauza. - Jeżeli dowiem się, że Nagoya będzie chciała z nim podpisać kontrakt, osobiście zjawię się u prezesa
Sakura patrzyła jak Sasuke przygryza wargę, nie zdając sobie najwyraźniej sprawy, że ona wszystko słyszy. Z resztą nie wiedział, że się obudziła. Odkąd wyszedł z łazienki, spoglądał na widok za oknem, skupiając się na rozmowie. Uchiha wyglądał bardzo podniecająco, stojąc w samym ręczniku, z wilgotnymi włosami i kropelkami wody, spadającymi po rozbudowanych plecach. W dodatku przygryzanie wargi było dla Sakury kuszące. W tamtej chwili miała ochotę posmakować tych ust. Pomimo tego, że nie powinna, postanowiła troszkę urozmaicić jego rozmowę.
— Jeżeli nie wyleci z kadry to nagłośnie ta sprawę — warknął, lecz powstrzymał się, kiedy Haruno przytuliła się do jego pleców. Momentalnie zesztywniał. — Przecież wiem, że nie mogę go uderzyć. A ty za to dobrze wiesz, że chciałbym to zrobić.
Sasuke ciągnął dalej rozmowę, starając się skupić. Jednak Sakura wyjątkowo mu to utrudniała. Dłonią sunęła po twardym, wyrzeźbionym brzuchu, składając na plecach mokre pocałunki. Po chwili Uchiha głośniej oddychał, a następnie odwrócił się przodem, jakby nakazując aby przestała.
Nie miała na to najmniejszej ochoty, a pojawiające się pod ręcznikiem wypuklenie, uświadomiło ją, że siatkarz tak naprawdę nie chce, aby skończyła.
— Do cholery przecież nic by mu się nie stało! — warknął, starając się opanować, przed serią jęków, gdy Sakura zaczęła pieścić go ustami. Otworzył szerzej oczy, w zdziwieniu i pewnego rodzaju ekscytacji. Przygryzł wargę i stęknął. Chciał odepchnąć kobietę, lecz ta nie pozwoliła mu na to i z satysfakcją zassała jego przyrodzenie. — Nie pozwolę, aby to mu uszło na sucho. A teraz muszę kończyć. Odezwij się, jak sprawdzisz ten trop.
Wyłączył telefon, odrzucając go na stojący obok stolik.
— Co ty robisz Haruno? — spytał, cofając biodra.
— Wydaje się pan strasznie zdenerwowany, panie Uchiha.
— Na pewno tego chcesz? — powiedział głaszcząc delikatnie jej głowę. Skinęła potwierdzająco, przez co mocniej wdarł się do jej gardła. Teraz to nie ona sprawowała kontrole, a to Sasuke pieprzył jej usta. Sakura chciała dać mu wszystko co najlepsze, ponieważ wiedziała, że to, co od dawna odczuwała, było tak naprawdę uczuciem, które każdy nazywał miłością. Wczorajszy dzień dobitnie jej to uzmysłowił.
Po chwili Sasuke odsunął się i chwycił jej ramiona. Oplotła go nogami, pozwalając, by złączyli swe usta. Walczyli o dominacje, ostatecznie lądując w pościeli. Nie myśląc wiele, wbił się w kobietę. Cały świat zdawał się ponownie eksplodować, gdy w pełnym pożądania stosunku, oddawali się oboje. Każdy chciał dać drugiemu najwięcej. Uchiha złapał jej dłoń i splótł palce razem. Tak bardzo jej pragnął.

*

Leżeli na łóżku spoglądając na sufit. Dochodziła godzina wymeldowania, więc Sasuke zadzwonił i poprosił, aby przedłużyli im pobyt o następny dzień. Sakura była mu wdzięczna, ponieważ nie chciała wracać do mieszkania. Widziała na telefonie nieodebrane połączenia: od Hinaty, Ino, Itachiego i Naruto. W końcu przestali wydzwaniać, kiedy Sasuke zadzwonił do brata i powiedział, że jest bezpieczna. Nie obyło się oczywiście bez sprzeczki, lecz ostatecznie zakończył rozmowę, mówiąc Itachiemu, żeby się ogarnął i przestał zachowywać jak pies ogrodnika.
— Lepiej się czujesz? — zapytał Uchiha, głaszcząc ramię kobiety.
— Tak — odpowiedziała zgodnie z prawdą. — I nie chcę byś pomyślał, że to przez to, że teraz mieliśmy dobry stosunek. Po prostu lepiej mi, gdy jesteś obok.
— Powinnaś zjeść jakieś śniadanie. Możemy zamówić do pokoju.
— Nie jestem głodna — odpowiedziała. — Chciałam ci podziękować i nie myśl, że stosunkiem wynagrodzić to, że cię nie słuchałam.
— A tak nie było? — zaśmiał się, ale za chwile oberwał dłonią w biceps. — Ała!
— Oczywiście, że nie! — rzekła stanowczo. — Gdybym cię posłuchała wcześniej... Ale skąd wiedziałeś, że Tanaka będzie chciał mnie... no wiesz...
— Zgwałcić?
Sakura spięła się na te słowa. Następnie powoli pokiwała twierdząco. Boleśnie miała w głowie, że tak niewiele brakło, by została ofiarą seksualną. Oczywiście zawsze wmawiała sobie, że jest silna i nikt jej nic nie zrobi. Że jej zadbana figura jest tylko jej atutem. Jak widać, także przekleństwem.
— Nie wiedziałem — odrzekł z powagą. — Jednak znam go trochę i wiem, że jak na czymś mu zależy, to zrobi wszystko, aby to dostać. A ty nie wydawałaś się chętna mu to dać.
— Co nie zmienia faktu, że mnie ostrzegałeś.
— Haruno zaczynam ci ufać i powiem coś, co musisz koniecznie zachować dla siebie.
Sakura podniosła się na przedramionach i spojrzała na twarz współlokatora. Był cholernie poważny, a z oczu, w których często widziała mrok, wydobywał się blask prawdy. Skinęła głową na potwierdzenie.
— Jakiś czas temu dostałem raport z ekspertyzy mechanika — powiedział. — To nie był zwykły wypadek. Ktoś wcześniej poprzecinał hamulce w moim samochodzie. Znajomy detektyw teraz gromadzi dowody i poszlaki.
— Co ty mówisz?
— Pamiętasz, jak wróciłem z rozciętą skronią? A ty opatrzyłaś moje rany?
— Myślałam, że walczyłeś z grizzly — zaśmiała się.
— Od jakiegoś czasu ktoś zaczął mnie śledzić. Celowo chciałem go do siebie dopuścić, aby razem z Kakashim go złapać. Jednak skurczybyk nie działa sam. Uświadomiłem sobie, że nie mogę was narażać. Wtedy, kiedy wróciłem, znalazłem go stojącego niedaleko domu. Jednak uciekł, a ja ledwo doczołgałem się do mieszkania.
— A nie prościej było to zgłosić na policje?
— Haruno, po jakim ty świecie chodzisz? — uniósł brew do góry. — Sprawę wypadku umorzyli, bo stwierdzili, że za szybko jechałem. Fakt, trochę przesadziłem z prędkością, jednak nie działały hamulce. Ktoś sprytnie chciał to zataić, więc z raportu policji nie wynikło, by stan samochodu był zły. Musiałem poruszyć kontakty, aby sprawdzili raz jeszcze.
— Zaraz, skoro ktoś chciał cię zabić, to co się działo na Majorce?
— Yamanaka zauważyła jak wychodziłem z Kisame i Jūzō.
— Pamiętam — wtrąciła, poprawiając się do siadu. — Była taka podniecona, że od razu przyleciała do pokoju. Mówiła, że skądś ich zna.
— To zawodnicy mieszanych sztuk walki — odpowiedział spokojnie. — Wiedziałem, że Ino ma długi język, dlatego chciałem dyskretnie wyjść i porozmawiać w innym lokalu. Akurat na Majorce mieli swój obóz szkoleniowy. Jūzō Biwa posiada własną firmę świadczącą usługi ochrony. Może nie wiesz, ale od jakiegoś czasu, na wszelki wypadek jego ludzie was obserwują.
— No pięknie — mruknęła zszokowana. — Ktoś mnie obserwuje i śledzi, a ja nawet tego nie wiem? Dlaczego?
— Bo tak było najlepiej. Gdybyście wiedzieli, nikt by się nie zgodził. A ja nie mogę pozwolić, by przeze mnie coś wam się stało.
— A co do tego miał stadion?
— Tamtego wieczora próbowałem się odprężyć i wyciszyć. Wziąłem słuchawki i po prostu poszedłem biegać. Widziałem, jak do stadionu przychodzi ekipa Samozwańczych Bogów. Jest to grupa ludzi, którzy nie zgadzają się na zmianę na tej wyspie. Nie chcieli zawodów i tego zainteresowania ich miejscowością Sprzeciwiają się wielu rzeczom i sprawom.
— To wszystko jest chore. Cała ta sytuacja.
— Detektyw, który cię przesłuchiwał, celowo nie brał ich pod uwagę, choć to było najbardziej prawdopodobne. Podejrzewałem, że musiał być z nimi związany. Gdy moi znajomi zagrozili mu ujawnieniem jego brudów, pozostawił cię w spokoju.
— Twoi znajomi? — uniosła brew.
— Przecież wiesz, że spędzaliśmy na tej wyspie dużo czasu, a ja nie byłem świętym dzieckiem — skierował wzrok w stronę Sakury. — Zazwyczaj Itachi z ojcem szli na wycieczki, a ja z miejscowymi chłopakami surfowałem po falach na plaży. Przy okazji kumple opowiadali mi wszystkie historię, nawet te, których nie dowiesz się od przewodnika, czy z książki.
— No dobrze, ale to w takim razie, skoro ktoś nas obserwuje, to dlaczego pobił cię ten facet? I co robił obok domu.
— Właśnie tego nie wiem — westchnął, kładąc się ponownie na poduszce. Od razu zaczął dzwonić telefon. — Poczekaj, muszę odebrać.
Sakura obserwowała jak Sasuke wstaje i bierze do ręki aparat.
— Dobra, to będę na szesnastą. W razie czego, pojedziesz do Sutairisshu beze mnie, a ja dojadę. Ile ma dla mnie czasu? — spojrzał w kierunku Sakury, a później na wiszący zegar. — Ale masz informacje co to była za substancja? Dobra, dzięki.
Rozłączył się i wykonał jeszcze jeden telefon. Po chwili ubrał spodnie i otworzył drzwi, z których wyjechała obsługa, razem z posiłkami. Podziękował skinieniem głowy i zamknął drzwi.
— Jedz — powiedział spokojnie, wchodząc do łazienki.
— Ty sobie żartujesz? — mruknęła. — Nie zjem tego sama.
— Przecież zjem z tobą — przewrócił oczami, a zaraz po chwili dostał poduszką od dziewczyny. — Bo przestane być miły Haruno.
— A kiedykolwiek byłeś? — zaśmiała się, biorąc do ręki gofra z konfiturą.

*

Po śniadaniu Sasuke wyszedł, aby wrócić do mieszkania, wziąć ubrania dla siebie i Sakury, a później, gdy powrócił do hotelu, zostawił małą walizkę na sofie. Sakura była mu wdzięczna, ponieważ nie chciała dłużej leżeć w jego koszulce, a potrzebowała czystej bielizny i swoich dresowych spodni. Po chwili Haruno przyglądała się jak Uchiha ubiera koszule i spodnie.
— Spotkanie biznesowe? — zapytała, unosząc brew do góry.
— Zanim spotkam się z detektywem, muszę odwiedzić prezesa klubu, do którego chce się dostać Tanaka — powiedział spokojnie. — Grałem w Nagoi i jestem w dobrych kontaktach z właścicielem tego klubu. W dodatku prezes jest w Tokio i chciał ze mną porozmawiać o pracy.
— O pracy?
— Chce abym był skautem i dla nich pracował — poprawił kołnierz koszuli. — Przystanę na ta propozycję, ale najpierw muszą się dowiedzieć, co Tanaka zrobił.
— Sasuke, nie chcę by to się rozniosło — wyszeptała, przygryzając nerwowo palec.
— Sakura zrozum, on zrobił coś bardzo złego, w dodatku chciał to zrobić tobie — wyszeptał kucając przy kobiecie, tak, że ich twarze były na takiej samej wysokości. — W sporcie nie ma pozwolenia na takie zachowanie. W życiu również.
— Dlaczego to wszystko jest takie...
— Popieprzone? — wtrącił. — Tanaka przyjechał do Japonii, bo wyrzucili go z chińskiego klubu. Znajomy widział go, jak na imprezie palił trawkę i wciągał metę. Podobno był na odwyku, ale jak widać nie zmienił się wcale. Teraz chciał zacząć od nowa, jednak po tym co ci zrobił, mam ochotę rozszarpać go na strzępy.
— Dlaczego się mną tak przejmujesz? — zapytała cicho, przygryzając wargę. Sasuke spuścił wzrok na jej usta.
— Ponieważ mi na tobie zależy, mała.
— Nie cierpię jak mnie tak nazywasz — bąknęła, mrużąc oczy. Po chwili jednak dodała — Ale spoko, ja też cię kocham Uchiha.
Nie wiedziała, co powiedziała, jednak po chwili, widząc dezorientacje Sasuke, zasłoniła sobie usta. Nie liczyła na jakieś romantyczne wyznanie z jego strony, lecz miała słabą nadzieję, że cokolwiek powie. A niestety pozostawił to milczącym komentarzem. Po chwili wyszedł z pokoju.
— Ładnie to zjebałaś Haruno — westchnęła i opadła na poduszkę.

*

Sasuke dość długo nie potrafił skupić się na drodze. Dwa słowa, które wypowiedziała Haruno obijały mu się w głowie i powodowały dziwne uczucie. Postanowił, że w tym momencie będzie musiał skupić się na rozmowie z prezesem.
Restauracja była ekskluzywna i elegancka. Zaparkował samochód i wszedł do środka, a następnie udał się za facetem z obsługi. Nowoczesne wyposażenie, zieleń połączona z drewnianym motywami, pozłacane zastawy na stole. Tylko nie liczni mogli tutaj przebywać.
— Proszę tędy — rzekł mężczyzna ubrany w garnitur. — Pan Mizukawa oczekuje na pana.
Skierowali się do osobnej sali, w której oczekiwał na nich prezes. Oczywiście nie sam, bo w obstawie kilku ochroniarzy. Sasuke wszedł po schodach i przekroczył próg osobnej, kameralnej sali.
— Sasuke Uchiha! — zabrzmiał głos prezesa. Siatkarz skinął głową na przywitanie, po czym zajął krzesło wskazane przez gospodarza spotkania.
— Dzień dobry panie Mizukawa.
Od razu dostał kartę z menu i lampkę czerwonego, wytrawnego wina.
— Polecam Soba w wersji na chłodno. Podają tutaj idealne proporcje i smak roznosi się po podniebieniu — rzekł Matsune, przymykając powieki.
— Niech będzie — odparł Uchiha oddając kartę kelnerowi, który skinął i odszedł w kierunku wyjścia do osobnej, prywatnej kuchni.
— Serwuje się go ze słodkim sosem sojowym tsuyu, wasabi i zieloną cebulką. — Prezes pochwycił swoją lampkę wina i upił łyk. — My Japończycy wierzymy, że nitki makaronu soba symbolizują długie życie. Gryka jest bardzo bogatym źródłem cennych minerałów, zwłaszcza magnezu i żelaza. Dostarcza również dużo błonnika, który reguluje procesy trawienia. 
— Soba pełni też ważną rolę w kulturze japońskiej — odpowiedział Sasuke, także upijając łyk. -  W ostatni dzień roku spożywa się specjalny makaron zwany toshikoshi soba, który symbolizuje pomyślność i długowieczność. 
— Aż dziwne, że o tym wiesz — zaśmiał się prezes. — Podobno istnieje też zwyczaj wręczania soby w prezencie nowym sąsiadom, co oznacza, że chcemy budować dobre stosunki sąsiedzkie.
Sasuke obserwował prezesa, który oddał swoją pustą porcję. Choć był biznesmenem, Uchiha nie podejrzewał, że będzie prawił mu rozmowę na temat potrawy. Cóż, życie jest pełne niespodzianek.
— Czy przemyślałeś może moją propozycję? — wtrącił już konkretnie, odkładając serwetkę.
— Jest bardzo interesująca, jednak mam pewien warunek.
— Warunek? — zaśmiał się pan Mizukawa. — Jaki?
— Będę dla pana pracował, jednak Wolf Dogs nie podpiszą kontraktu z Hidanem Takana — dodał poważnie, oparł łokcie o blat. Skrzyżował palce i położył na nich brodę. Był całkowicie poważny.
— To jeden z lepszych japońskich zawodników.
— To jest mój warunek — odparł beznamiętnie Uchiha.
— Ciężko będzie znaleźć kogoś na jego zastępstwo — prezes podniósł brew do góry. — Dlaczego Tanaka nie może grać w naszym zespole?
— Myślę, że klubowi z taką wspaniałą reputacją może zaszkodzić posiadanie takiego zawodnika.
— Co masz na myśli?
— Tanaka został usunięty z Szanghaju przez wzgląd na jego uzależnienie od narkotyków.
— Powiedział, że już z tym skończył — prezes upił kolejny łyk wina i odłożył kieliszek.
— Oczywiście, że nie przyzna się do dalszego zażywania — odparł konkretnie Sasuke. — Jednak ostatnio znowu pojawił się incydent. W dodatku próbował odurzyć kobietę i siłą zaciągnąć ją do hotelowego pokoju. Myślę, że  jego osoba może mieć wpływ na wizerunek klubu.
Prezes Mizukawa patrzył to na Sasuke, to na swoich ochroniarzy. Zastanawiał się i przetwarzał te informacje. Czyżby Tanaka go oszukał?
— Dobrze — przerwał milczenie. — Nie zakontraktujemy Hidana, jednak w jego miejsce musisz znaleźć zastępstwo. Rynek jest ograniczony, większość siatkarzy ma już podpisane kontrakty.
— Nie ma problemu, wydaje mi się, że znajdę odpowiednią osobę — odrzekł Sasuke. Spojrzał na zegarek i zdał sobie sprawę, że powinien już być w innym miejscu. Zdecydowanie było zbyt późno. — Przepraszam, czas nagli, a jak każdy z nas wie, z całym szacunkiem, czas to pieniądz — ukłonił się przed panem Mizukawa i skierował do wyjścia.
— Uchiha! — zawołał za nim prezes. — Jaki masz interes w tym, żeby Tanaka nie grał u nas?
— Po prostu dbam o pańskie dobre imię — odpowiedział i sztucznie się uśmiechnął. A następnie wyszedł z lokalu.
Na parkingu odnalazł samochód i szybko do niego wsiadł. Następnie wybrał znajomy numer.
— Kakashi, będę za chwilę. Mam nadzieję, że nie masz mi za złe.
— Jak rozmowa z panem Mizukawa? — odezwał się głos po drugiej stronie słuchawki. Był odrobinę zachrypnięty.
— Nie zatrudnią Tanakę.
— To dobrze, znalazłem informacje, co to była za substancja.
— Będę za dziesięć minut, pokażesz mi raport.
Uchiha rozłączył się i skierował w stronę miejsca spotkania. Popatrzył we wsteczne lusterko i zauważył, że odkąd wyjechał z parkingu, srebrna corolla wciąż go śledzi. 
— Kakashi? — zadzwonił ponownie. — Ktoś mnie śledzi.
— Po drodze ma pan centrum handlowe — dodał detektyw. — Przyjechać po pana?
— Można wymienić samochód na trafi car. A ty zostań na swoim miejscu — dodał Uchiha i wyłączył telefon. Następnie szybko wynajął samochód stojący na parkingu. 
Sasuke starał się nie sprawić wrażenia, że dowiedział się, że jest śledzony. Na światłach skręcił w prawo, a potem przyśpieszył. Po pokonaniu kilku przecznic zgubił corollę na jednym z parkingów, kiedy wsiadł do wynajętego wcześniej clio.

*

Sakura wiedziała, że w jej życiu panował chaos, bo ostatnimi czasy wiele się działo. Choć nigdy nie miała spokoju, wcześniej wstawała z łóżka, chodziła do pracy, jadła dobre posiłki i rozpisywała wieczorami diety. Później próbowała się wysypiać, aby jej ciało dobrze funkcjonowało. Ostatnio nic nie było, aż tak spokojne.
Przez cały czas, w którym czekała aż Sasuke wróci, starała się nie myśleć o tym, co powiedziała. Próbowała odwrócić uwagę na jeden z czołowych seriali netflixowej platformy. Patrzyła na ekran, sunąc wzrokiem za główną postacią. Starała się ze wszystkich sił skupić na fabule, motywie i losach bohaterów, lecz doskonale wiedziała, że oszukuje samą siebie. W podświadomości wciąż przetwarzała informacje, które powiedział jej Uchiha.
Wypadek w Nagoi był sabotażem. Siatkarz ledwo uszedł z życiem, lecz stracił możliwość dalszej kariery. Itachi sprowadził brata do Tokio, jednak i tutaj wciąż ktoś mu zagraża. Westchnęła. To wszystko było skomplikowane i sama poczuła się jak bohaterka serialu, który oglądała. W dodatku wciąż ma albo miała przy sobie ochroniarza, który w umiejętny sposób sprawił, że nie zauważyła jego obecności.
Patrzyła beznamiętnie na ekran, kiedy drzwi pokoju się otworzyły. Przestraszonym wzrokiem spojrzała w stronę holu, lecz odetchnęła z ulgą wchodzącego do pokoju Sasuke. Jednak Uchiha nie był sam. Szmaragdowymi tęczówkami, spojrzała na niego pytająco.
— Musimy się zbierać Haruno — odpowiedział szybko, praktycznie nie patrząc na współlokatorkę.
— Możesz mi wyjaśnić o co chodzi? — podniosła się z sofy. — Sasuke do cholery, co się dzieje? Kto to jest?
— Kakashi Hatake — powiedział mężczyzna ubrany w dres, z szarą, sterczącą na wszystkie strony świata czupryną. Zdawałoby się, że Sakura go zna. — Detektyw.
— Pan był kiedyś u nas na siłowni — zmrużyła oczy. — Pamiętam, chciał pan konsultacje na temat urazu barku.
— Kakashi musiał wiedzieć, kogo ma chronić w razie czego — odrzekł ponuro Sasuke, wychodząc z łazienki. — Z resztą zbierał dowody.
— Czy ty próbujesz mi powiedzieć, że twój człowiek zakładał podsłuch w miejscu mojej pracy?! — warknęła zła, zakładając ręce na piersi. - Uchiha to już jest przegięcie!
— Przegięciem byłoby, gdyby coś wam się stało — Sasuke minął Sakurę, chcąc spakować swoje rzeczy do torby.
— Czy ty znasz takie słowo jak prywatność?! — fuknęła oburzona, chwytając za rękę siatkarza.
— A czy ty pomyślałaś, że może wam się coś stać?! — warknął wkurzony, wyrywając dłoń z jej słabego uścisku. — Haruno zrozum, że chcę was chronić. Gdyby to nie było konieczne, nie prosiłbym Kakashiego, aby miał na was oko.  Zrozum, że to nie jest mój kaprys, a rozchodzi o wasze życie!
Sakura patrzyła na Sasuke, który chociaż czasami był zły, obecnie był wkurzony. Jego ciemne oczy był przepełnione bólem i gniewem. Wyglądał gorzej, niż wcześniej. Właściwie niewiele brakło, a wpadłby w furię.
— Hatake wrócę z Sakurą do mieszkania trafi carem. Proszę, abyś odebrał mój samochód.
— Jasne — odrzekł spokojnie detektyw. — Jutro postawie go gdzieś w okolicy domu.
Sasuke skinął głową i zauważyli jak Hatake wyszedł z apartamentu. Szybko pochwycił torbę i chociaż Sakurze bardzo się nie podobało, spakowała niewielką ilość swoich rzeczy. Następnie powłóczyła nogami za Sasuke.
Całą drogę Uchiha nie odzywał się do niej. Nie powiedział nawet słowa, nie skomentował. Wzrok miał utkwiony na drodze. Choć Sakura myślała, że był czujnym kierowcą, wiedziała, że bije się z myślami. Wydawało jej się, że wyznanie nijak ma się do tego, o czym powiedział Uchiha. Więc nie poruszyła żadnego tematu i w ciszy patrzyła na drogę. Zaczęło padać, a wycieraczki mozolnie zbierały strugi deszczu. gdzieniegdzie nieboskłon przecięła błyskawica.
Czuła się gorzej niż wyglądała. Zrozumiała, że Sasuke miał rację i nie powinna była go obwiniać za to, że pozwolił, aby detektyw miał ich no oku. Ponieważ ona zrobiłaby to samo. Jednak dumna, nie pozwoliła się przyznać. Więc, gdy weszli do mieszkania, zignorowała siedzących w salonie przyjaciół i skierowała się w stronę pokoju. Następnie zatrzasnęła drzwi.
Nie miała ochoty na tłumaczenie się. Nie chciała się zwierzać, ani tym bardziej być pocieszana. Od kilku dni wszystko się zmieniło i wiedziała, że dzisiaj już nie ma siły, aby cokolwiek wyjaśniać. Bo sama musiała wszystko przetrawić w swojej głowie.
 


Od K: Jeszcze tylko ostatni rozdział i epilog. Tak więc do zobaczenia za tydzień! Jeżeli podoba wam się to co tworze i chcielibyście o czymś poczytać lub coś zamówić zapraszam na ZBIÓR OPOWIADAŃ NARUTO (prowadzę sama) lub UNRAVEL THE FREEDOM (który współtworzę z Talon)